logo logo

Wstęp

Projekt Muranów Osiedle Pomnik to subiektywna próba na spojrzenia na powojenny Muranów od odbudowy po dzień dzisiejszy. 70 lat od zniszczenia getta i niemal 65 lat, odkąd wprowadzili się pierwsi mieszkańcy "nowego" Muranowa, eksperymentalnego osiedla, które poprzez swój układ przestrzenny i architekturę miało upamiętniać nieistniejące już miasto – chcemy mówić o Muranowie w czasie teraźniejszym.

Kiedy przypiszemy naszą pamięć całkowicie do formy monumentu, pozbawi nas to w jakimś stopniu poczucia obowiązku pamiętania. To monumenty będą wykonywać za nas pracę pamięci i spowodują jej wyparcie. W praktyce upamiętnianie w formach tradycyjnych może mieć całkiem odwrotny skutek – wywołać pragnienie zapomnienia twierdzi James E. Young. Kiedy modernistyczne formy ubrano w socrealistyczny kostium, kiedy codzienne życie wdarło się na ulice i podwórka Muranowa, Lachertowska idea pomnikowego osiedla uległa zatarciu, a pamięci wydarzeń z przeszłości nie przywoływały liczne schodki. Dziś obserwujemy renesans tej pamięci i rosnące zainteresowanie coraz liczniejszych mieszkańców – muranowian z urodzenia i tych w wyboru – architekturą Muranowa i jego przeszłością. To zainteresowanie wymaga uwagi i skupienia. Próbując odtworzyć mapę Muranowa przedwojennego i nakładając na niego warstwy kolejnych etapów budowy osiedla, zdaliśmy sobie sprawę, jak trudne jest to zadanie i jak zależne od własnej interpretacji.

Aby ułatwić sobie i innym zrozumienie tego fragmentu Warszawy, przygotowaliśmy listę haseł kluczy, które zilustrował swoimi fotografiami Adam Pańczuk, wnikliwy poszukiwacz miejskich detali i sytuacji, które pozwalają na nowo spojrzeć na to, co wydaje się znane i codzienne. Taką funkcję pełni też nasza instalacja architektoniczna złożona z 10 000 tysięcy drobnych cegiełek, tworząca amorficzną strukturę, którą każdy mieszkaniec może zmodyfikować, dokładając swój fragment konstrukcji. Drobne elementy symbolizują siłę ciągle odbudowującego się miasta, w którym jednak nie można zapominać, że na to, co dziś, składa się wiele warstw tego, co już było.

Projekt Muranów – Osiedle Pomnik – Stowarzyszanie Odblokuj – Monika Komorowska, Magdalena Wrzesień, Marlena Happach, Marek Happach, Paweł Kłudkiewicz, Ludwika Ignatowicz oraz Magdalena Mosiewicz (film) i Adam Pańczuk (fotografie). Podziękowania dla Stowarzyszenia "Stacja Muranów" za wsparcie merytoryczne i organizacyjne w przygotowaniu projektu, szczególnie dla Beaty Chomątowskiej, której książka "Stacja Muranów" stała się dla nas przewodnikiem po Osiedlu Pomniku.

Od Murano do… Murano

Murano

Isola Murano – czyli wyspa Murano, słynąca z produkcji szkła o tej samej nazwie, jest niedużą wysepką położoną na północny wschód od Wenecji. Z niej pochodził nadworny architekt polskich królów: Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III Sobieskiego, działający w Polsce od lat 60. XVII wieku Simone Giuseppe Belotti. Wybudowanemu przez siebie dworowi na dawnych północnych przedmieściach stolicy, w rejonie tak zwanego Wygonu Miasta Nowego Warszawy, nadał nazwę Murano, a jej spolonizowana wersja stała się z czasem określeniem całej dzielnicy.

Po 250 latach miejsce znów kusi obietnicą eleganckiej enklawy, której symbolem jest wenecka wysepka: Apartamenty Murano to wyjątkowa przestrzeń ukształtowana na potrzeby najbardziej wymagających. Postanowiliśmy stworzyć w samym centrum Warszawy niezwykłe miejsce, łączące w sobie klasę i wyszukany styl architektury z komfortem wielkomiejskiego życia – tak swoją inwestycję reklamuje firma Budimex, na której zamówienie krakowska pracownia architektoniczna DDJM zaprojektowała budynek mieszczący ponad 800 mieszkań. Architekt Marek Dunikowski deklaruje inspiracje socrealizmem pobliskich kamienic, do których nawiązuje m.in. poprzez monumentalne kamienne elewacje, a poprzez nazwę – związek z początkami dzielnicy. Inwestycja adresowana jest do zamożnego odbiorcy, choć nie wszystkie oferowane mieszkania to apartamenty.

Wyraźny podział na przestrzeń publiczną i prywatną udało się osiągnąć bez budowania ogrodzeń. Budynek tworzy gęsto zabudowany dużej wielkości kwartał miejski. Ta gęstość – niczym w przedwojennym mieście – odczuwalna jest we wnętrzach Apartamentów Murano. Chociaż liczba metrów kwadratowych przypadających na mieszkańca jest wysoka, to inwestycja została zrealizowana w sposób maksymalizujący powierzchnię użytkową. Wyglądając z okna, mieszkańcy mogą obserwować nie tylko dziedziniec z fontanną niedostępny przechodniom, ale i okna sąsiadów.

Apartamenty Murano to jedna z wielu nowych muranowskich inwestycji. Północna część dzielnicy, położona w pobliżu jednego z pierwszych warszawskich wieżowców – Intraco – długo była terenem zajezdni autobusowej. Boom budowlany początku tej dekady sprawił, że wyrosło tu kilka osiedli mieszkaniowych a do Intraco dołączył drugi biurowiec, flankujący wjazd na Muranów od strony Żoliborza.

Nowe inwestycje mieszkaniowe przyciągają wielu chętnych. Muranów wciąż cieszy się opinią zielonego i spokojnego osiedla położonego w sąsiedztwie centrum Warszawy. W 2004 r. ukończono Stawki Residence a w 2008 r. oddano do użytku Osiedle Inflancka. Przy ul. Słomińskiego w 2006 r. zakończono budowę dwóch 65-metrowych wież M2. Rok później ukończono 70-metrowe Apartamenty Gdański przy Słomińskiego 5. Wkrótce powstały trójkątny budynek Apartamenty Trio (2010 r.) i szklana 18-kondygnacyjna, wysoka na 60 metrów wieża Apartamentów Murano. Nowe budynki z usługowymi parterami sprawiły, że rzadko wcześniej uczęszczana część osiedla ożyła i nabrała miejskiego charakteru, choć ciągle daleko jej do gwaru ulic przedwojennego Muranowa.

Dzielnica Północna

Dzielnica Północna

Dzielnica Północna zwana także dzielnicą nalewkowsko-muranowską, położona na zachód od Starego Miasta, ograniczona torami kolejowymi na północy, na zachodzie Okopami Lubomirskiego, nie stanowiła osobnej jednostki administracyjnej. Od końca XIX wieku zamieszkana była w 90 proc. przez Żydów. powszechnymi językami jej ulic stały się jidysz, hebrajski, rosyjski i polski. Ogólna liczba ludności osiągnęła 300 tys., na kilometr kwadratowy przypadało niemal 1000 osób.

Szczególny pejzaż tej dzielnicy odsłonić mogą spisane przez Izaaka Bashevisa Singera wspomnienia w jego ostatniej powieści, w której po latach nieobecności alter ego autora powraca wiosną 1930 roku w miejsca swojego dzieciństwa. Idąc od hotelu Bristol przez Ogród Saski, dociera do placu Żelaznej Bramy i już tutaj czuje, że ten spacer obudził we mnie entuzjazm małego chłopca! (…) Gdy weszliśmy na Gnojną, w nozdrza uderzył mi znajomy zapach cebulowej zupy, oliwy oraz końskiego nawozu. Teraz już w najbliższym sąsiedztwie znajdował się znany z dzieciństwa Cheder, jeszywa i chasydzkie domy modlitwy, w których uczyłem się Tory. Dotarliśmy wreszcie na Krochmalną i rozpoznałem od razu charakterystyczny zapach podsmażonej oliwy, zgniłych owoców i dymu. Wszystko pozostało tu jak dawniej: kocie łby na ulicy, głęboki rynsztok, pranie suszące się na drewnianych balkonach. (…) Tutaj z każdym domem wiązały się jakieś wspomnienia. Pod numerem piątym mieściła się jeszywa, w której przestudiowałem jeden semestr. W podwórzu była łaźnia, dokąd matrony przychodziły wieczorami, by poddać się rytualnej kąpieli. (…) Pod numerem czwartym był duży targ zwany bazarem Janasa. Drugą bramę miał on od ulicy Mirowskiej. Można tu było kupić wszystko: owoce, warzywa, ser, jajka, żywe gęsi i ryby. Na straganach sprzedawano stare buty i używane ubrania.

Dzielnicę północną w latach 1940–1943 zamieniono w getto warszawskie. Spośród około 450 tysięcy więźniów getta około 150 tysięcy zmarło z głodu i chorób lub zostało zamordowanych na miejscu, około 300 tysięcy hitlerowcy zgładzili w komorach gazowych Treblinki. Systematycznego zniszczenia zabudowy okupanci dokonali w kwietniu i maju 1943 roku. W oceanie ruin jedynym punktem orientacyjnym pozostała wieża kościoła św. Augustyna na Nowolipkach.

Nie brano pod uwagę odtworzenia dawnego Muranowa, odbudowa miasta, jak pisał Adolf Ciborowski, miała swój jednoznaczny terytorialnie i mentalnie wymiar: na sprawach Starówki, jej zniszczenia i odbudowy, skoncentrowały się zbiorowe uczucia mieszkańców miasta, uczucia żalu za zniszczoną Warszawą. I dalej o założeniach: Odbudowane Stare Miasto i inne obiekty zabytkowe powinny przekazywać następnym pokoleniom historyczne formy dawnej architektury polskiej przy równoczesnym zabezpieczeniu możliwości współczesnych form użytkowania budynków.

Osiedle Pomnik

Bohdan Lachert, główny projektant powojennego osiedla Muranów, w "Architekturze" nr 5 z 1949 roku następująco pisze o ideowych założeniach projektu: Tak jak uwarstwienia starożytnej Troi pozwoliły archeologom zbadać i poznać historię, tak budowa nowej dzielnicy mieszkaniowej dla świata pracy na Muranowie, na wzniesieniu gruzowym, będzie świadectwem powstania nowego życia na gruzach dawnych stosunków społecznych, na terenie upamiętniającym bezprzykładne barbarzyństwo hitleryzmu i bohaterstwo powstańców Ghetta.

Dalej opisuje zasadę rozwarstwienia nowej topografii Muranowa: Muzeum walki z faszyzmem, umieszczone w dawnych koszarach z czasów Stanisława Augusta, późniejszym więzieniu zwanym "Gęsiówką", przy ulicy Gęsiej, pomnik bohaterów Ghetta, teren martyrologii całej Warszawy – Pawiak i dawny układ ulic, pozostaną na poziomie terenu z okresu przed kataklizmem, natomiast nowa zabudowa wznosić się będzie na tarasie utworzonym z usypiska gruzowego. W ten sposób powstanie czytelny układ przestrzenny o znaczeniu dokumentacji historycznej. Całkowitą ilość gruzu na Muranowie obliczono na około 3 000 000 metrów sześciennych. Podjęto więc decyzję o wykorzystaniu gruzowiska do realizacji skarp, na których stanęły przyszłe domy. Zachowanie ciągów dawnych ulic, biegnących w jarach między nową zabudową, było rozwinięciem koncepcji opracowanej w 1945 roku przez Macieja Nowickiego w jego Pracowni Wilanowskiej.

Przed planowanym Muzeum Walki z Faszyzmem zaproponowano utworzenie rozległego placu Młodzieży z rotundą i strzelistą wieżą. Żadne z tych zamierzeń nie zostało zrealizowane. Historyczne koszary zburzono w latach 60., a dziś w rejonie tym mieści się Muzeum Historii Żydów Polskich.

Nawiązanie do początkowych założeń Bohdana Lacherta możemy odnaleźć w niezrealizowanym projekcie "Pomnika Drogi" w Auschwitz autorstwa Oskara Hansena. U obu twórców autentyzm miejsca, materialnie zapisany w terenie, topografii, ocalałej substancji, jest podstawową wartością i punktem wyjścia do interwencji w przestrzeni. W rozmowie z Czesławem Bieleckim w 1977 r. Oskar Hansen przybliża ideę pomnika: (...) zaprojektowaliśmy płytę ujmującą 2 krematoria. Tą płytą była ziemia oświęcimska spetryfikowana metodą Cebertowicza. Żadnych gestów, żadnych pomników. Do małego wnętrza wyciętego w płycie wchodziło się wąską, skośną szparą. Strome ściany i niebo stanowiły architekturę tego wnętrza. (...) Stąd myśl o drodze – tle, eksponującej charakterystyczne cechy obozu – autentycznych świadków tragedii. Proces dokoła drogi miał być zegarem. Już wówczas rosły tam drzewa, widzieliśmy przebiegające sarny i zające. Chcieliśmy elementy na drodze zakonserwować – utrwalić ogólnoludzkie doświadczenie dla innych tak, jak Pompeję utrwaliła lawa.

Muranów jako osiedle pomnik, jest jednocześnie szczególnym przypadkiem miejskiego palimpsestu z zatartymi śladami dawnych, częściowo utraconych zapisów. Jest rękopisem, który dziś mozolnie próbujemy odszyfrować, odczytując materialne świadectwa zniszczeń w nieoczywistej przestrzeni żyjącego miasta.

Szybkościowce

O Muranowie mówi się dziś i pisze w całej Polsce. I to nie tylko dlatego, że Stolica Polski – bohaterska Warszawa, tak strasznie okaleczona przez okupanta, wzbogaca się w swej odbudowie o nową okazałą dzielnicę. (…) Muranów stał się głośny również dzięki nowym metodom pracy i nowemu – społecznemu podejściu do niej. Udzielił się tu wszystkim robotnikom, rzemieślnikom, inżynierom i technikom powszechny zapał budowania. Zapał zrodził z kolei pośpiech, a pośpiech – szybkościowce. Nie oznacza to jednak wcale, aby ktokolwiek tu kogoś pędził, nie widać tu żadnego "pocenia się" i poza maszynami i motorami sapiącymi nadludzko swoimi dieslowskimi "płucami" – życie, a raczej praca idzie tu niezwykle normalnie i spokojnie. Pamiętną jest w historii budowy Muranowa chwila, gdy dnia 29 sierpnia 1949 roku przekazany został Ministrowi Budownictwa inż. Spychalskiemu pierwszy tak zwany szybkościowiec. Dom ten o łącznej kubaturze 7.130 m³ wzniesiony został w stanie surowym w ciągu 23-ch dni pracy przez 61 ludzi. (…) No i jasnym jest, że szybkościowiec ten podziałał zaraźliwie na cały Muranów – Feliks Weber "Muranowskie szybkościowce", "Stolica", 23.10.1949.

Odbudowa Warszawy

Plan 6-letni był programem radykalnego przyspieszenia industrializacji Polski, realizowanym w latach 1950-1955 jako jeden z czynników "budowy podstaw socjalizmu". Wytyczne planu obejmowały rozwój i rozbudowę miast.

W albumie "Sześcioletni plan odbudowy Warszawy", którego fikcyjnym autorem był Bierut, budowa osiedla Muranów jest przedstawiona wśród sztandarowych projektów. Jedną z podstaw planu w odniesieniu do Warszawy była całkowita przebudowa śródmieścia. "Wymazywanie" czy też "niepamięć" o mieście sprzed kilku zaczyna się już tu, punkt ciężkości założeń przesuwa się w stronę czystego pragmatyzmu: Całe osiedle zostanie wybudowane na 3–4 metrowej skarpie gruzowej, powstałej po domach byłego getta. Pozostawienie gruzu podyktowane jest nie tylko względami "historycznymi", zadecydowały o tym również względy oszczędnościowe.

Muranów współtworzyć miał Warszawę przyszłości, której zabudowa nie będzie w niczym przypominać dawnej gęsto stłoczonej, ciasnej masy kamienic czynszowych. Luźne, rozdzielone zielenią budynki zapewnią mieszkańcom spokój i higieniczne warunki, a bliskość śródmieścia umożliwi korzystanie z rozrywek i urządzeń kulturalnych centrum miasta. Ogromnie ważny był aspekt propagandowy całego przedsięwzięcia, gdyż – zgodnie z obowiązującą wówczas doktryną – jednym z celów odbudowy było zbliżenie śródmieścia ku robotnikom spychanym w ustroju kapitalistycznym na dalekie i prymitywne przedmieścia.

Adolf Ciborowski o Muranowie Południowym, realizowanym jako flagowy projekt planu 6-letniego: Powstało jedyne w swoim rodzaju dzieło urbanistyki – dzieło dosłownie z gruzów i popiołów, na gruzach i popiołach dawnej, tragicznie zniszczonej dzielnicy. Dzisiaj skarpy z gruzu pokryły się zielenią. We wnętrzach osiedli rosną drzewa i kwitną latem kwiaty.

MDM2

Projektanci budynków w pierzejach dzisiejszej ulicy Andersa z jednej strony musieli dopasować stylistycznie projektowane przez siebie budynki do klasycznych gmachów w okolicy i istniejącej już zabudowy Muranowa, z drugiej – stworzyć coś oryginalnego, co będzie spełniało wymogi panującego już wówczas socrealizmu. Za projekt odpowiedzialne były dwa zespoły pracujące pod kierownictwem Stanisława Brukalskiego: Stanisława i Anny Szurmaków razem z Marią Dębską oraz Barbary Andrzejewskiej i Krystyny Jakimowicz. Wizje tych obu grup, pracujących pod wspólnym szyldem "Miastoprojekt-Stolica" pokrywały się tylko częściowo.

Na czterech narożnikach ulicy Andersa zaprojektowano wysokie, ośmiopiętrowe bloki o bogato zdobionych fasadach. Na ścianie południowej jeden z budynków (dzisiaj Andersa 21) miał być zwieńczony jedenastokondygnacyjną wieżą, nawiązującą w formie do Pałacu Kultury. Ten element pozostał jednak tylko na papierze. Siedmiopiętrowe zabudowania miały ciągnąć się wzdłuż całej ul. Andersa aż do torów kolei wywożącej gruz z Muranowa w 1951 r. Przy zbiegu ze Stawkami całe założenie, czyli 500-metrowy ciąg ośmiokondygnacyjnych, ponadtrzydziestometrowych budynków zamykały dwie miniwieże o trzech kondygnacjach, które miały harmonizować z zabytkową zabudową ul. Bonifraterskiej. Wszystkie partery nowo powstających budynków przeznaczono na sklepy, kawiarnie i kina.

Do budynków przy ulicy Andersa, przeznaczonych dla 15 tys. mieszkańców, szybko przylgnęło określenie "kolonii Nowotki" albo "pałaców Stalina". Projekt Brukalskich w oryginalnej wersji pozostał tylko na papierze. Zmodyfikowano go znacznie podczas budowy. Twórcom marzył się polski odpowiednik Karl-Marx-Allee, jednak w rzeczywistości powstała jedynie jej uboższa wersja.

Plan Tygrysów

W pierwszym powojennym numerze czasopisma "Architektura" z 1947 roku zaprezentowany został projekt dzielnicy mieszkaniowej Muranów, przewidzianej dla około 40 tysięcy mieszkańców. Autorami projektu, którzy działali w ramach Wydziału Urbanistyki Biura Odbudowy Stolicy, było trzech warszawskich architektów, nazywanych Tygrysami. Za tym przydomkiem kryli się Wacław Kłyszewski, Jerzy Mokrzyński i Eugeniusz Wierzbicki. Trzech eleganckich drapieżników warszawskiej architektury, zafascynowanych modernizmem, już od lat 30. nie dawało szans konkurencji, wygrywając większość konkursów.

Pierwotny projekt osiedla Muranów pod względem formalnym stanowił kontynuację idei modernistycznych sprzed 1939 r., przełożonych na czas powojennej odbudowy. W tym samym numerze "Architektury" czytamy deklarację – manifest Zarządu Głównego SARP: Architektura, jako sztuka plastyczna, abstrakcyjna, jeśli chodzi o formę i wyraz, jest mimo to najbardziej, najpowszechniej zrozumiała dla wszystkich przez swą użytkowość. Jest jednocześnie najbardziej dydaktyczna przez niemal nieograniczoną ogólną i codzienną dostępność. Architektura w treści swej nie zna oderwania od życia, od jego potrzeb.

A jakie były potrzeby roku 1947? Dramatyczny głód mieszkań, przywracanie poczucia bezpieczeństwa, organizacja odbudowy. Odpowiedzią na nie miał być projekt "Tygrysów". W ich planie dzielnicę mieszkaniową Muranów wyznaczały ulice: od wschodu – przedłużenie Marszałkowskiej, od zachodu – przedłużenie Żelaznej, czyli trasa N–S, od południa ulica Leszno, od północy tory kolejowe. Projekt zakładał realizację dwóch arterii w kierunku wschód–zachód: dawne ulice Miła i Dzielna. Cały teren składał się z 9 jednostek mieszkaniowych wyznaczonych przez układ komunikacyjny, projektowanych zupełnie samodzielnie pod względem organizacji życia społecznego: przewidziano tereny użyteczności publicznej, centrum usługowe dzielnicy powiązane szerokimi pasami zieleni z okolicami parku Krasińskich oraz z terenami końcowego odcinka Osi Saskiej (koszary Mirowskie). Zabytkowy budynek koszar Gwardii Konnej miał zostać wykorzystany jako dzielnicowy ośrodek administracyjny, mieszczący ratusz dzielnicowy, muzeum i bibliotekę. Budynki mieszkalne zaprojektowano jako 3- i 11-kondygnacyjne, orientowane południkowo, zrywające z zabudową obrzeżną, przy czym budynki wyższe miały zostać zlokalizowane w północnej i zachodniej części dzielnicy. Plan nowej dzielnicy był modelowym przykładem zastosowania postulatów Karty Ateńskiej z 1933 roku , wykładni odbudowy w duchu miasta funkcjonalnego.

Prezentacji projektu towarzyszyły wymownie zestawione dwa zdjęcia lotnicze Muranowa: pierwsze z 1939 roku z informacją o 150 tysiącach mieszkańców, kolejne – pustynne gruzowisko z roku 1947 roku, z adnotacją o 118 zamieszkujących ten teren osobach.

Bohdan Lachert

Mural

Urodziny w 1900 roku w Moskwie, potomek Francuzów (jeszcze dwa pokolenia wcześniej rodowe nazwisko brzmiało Lachert de Peselin) i Saksończyków, dzieciństwo spędził w Ciechankach na Lubelszczyźnie, w świeżo zakupionym przez ojca, zaznanego przemysłowca Wacława Lacherta dworze, którego renowacja i przebudowa stała się dla dorastającego przyszłego architekta swoistym poligonem doświadczalnym. Nieco podobnie będzie potem z kolejnym zaprojektowanym przez Bohdana dla ojca domem – modernistyczną willą przy Katowickiej 7. Uczestnik wojny z bolszewikami, podczas której, chory na tyfus, nieomal pożegnał się z życiem. Modernistyczny architekt, członek awangardowego Praesensu zakochanego w WSM-owskich osiedlach, w międzywojniu stworzył twórczy duet z najbliższym współpracownikiem i serdecznym przyjacielem jeszcze z czasów studenckich Józefem Szanajcą. Ich wspólne projekty to między innymi nietypowa galeriowa kamienica przy Francuskiej 12, kolonia szeregowych domków przy Dziennikarskiej czy malownicza, miękko falująca kamienica Ordowskich przy Berezyńskiej 28.Wspólnie pracowali także nad ściśle lecorbusierowskim w formie trzyrodzinnym projektem przy Katowickiej. Dom Bohdana Lacherta był ich wspólnym dziełem i azylem. Awangardowa willa o zwartej sześciennej konstrukcji, z ażurowym, opartym na słupach przyziemiu, z charakterystycznymi prowadzącymi na taras na dachu schodami i wstęgami okien mieściła pracownię teamu Lachert – Szanajca. Jej celolitowe ściany i dwukondygnacyjny living room miały się wkrótce stać świadkami niespokojnych czasów. Tutaj w roku 1943, jak mawiał, wyrywając dwa tysiące godzin ponurej okupacji hitlerowskiej, Bohdan Lachert stworzył słynne, znane później z Pragi popiersie przyjaciela, zastrzelonego podczas kampanii wrześniowej Józefa Szanajcy. Tutaj także Irena Lachertowa, Agata, ukrywała wyprowadzone z getta dzieci, organizowała spotkania KeDywu i przerzuty cichociemnych. Tu wreszcie wychowały się kolejne pokolenia warszawskich architektów – dwaj synowie Rudolf i Krzysztof oraz wnuczka Ewa. Po śmierci Bohdana Lacherta – mimo starań Muzeum Architektury – ten niezwykły budynek został sprzedany w prywatne ręce. – Joanna Kuzincow "Warszawscy architekci od Ż do A".

Muranowskie bloczki

Gruzobetonowa cegła licowa o różowawym zabarwieniu, które było pochodną "koloru ruin", stała się jednym z najpowszechniejszych materiałów czasów odbudowy. Podstawowym powodem użycia gruzu, wszechobecnego na terenie zburzonego miasta, były braki materiałowe, zwłaszcza brak cegły. Na budowie Muranowa nie było inaczej.

W 1952 roku w artykule "Dzielnica mieszkaniowa Muranów. Próba krytyki" opublikowanej w "Architekturze" Jerzy Wierzbicki odnosi się do wyrazu plastycznego nowo powstałego osiedla: Gruzowy pustak wypełnia ściany, betonowe obramienie, obiega okno i znaczy gzyms budynku. Kolorystyczne połączenie tych tworzyw byłoby do przyjęcia przy zastosowaniu jasnego fugowania i jasnego betonu na obramienia. Próby takie przeprowadzone w niektórych miejscach wyglądają przyjemnie i w traktowaniu tym jest pewna analogia ze starą architekturą renesansową francuską, która operowała cegłą i jasnym ciosem. (…) Jeżeli jednak, krążąc po ulicach i dróżkach osiedla, nie widać nic innego poza gruzową ścianą i betonowym zwieńczeniem budynków – to rozwiązanie takie jest nie do przyjęcia i eksperyment wykonany w tak ogromnej skali był dość ryzykowny. Rozwiązanie przychodzi wraz z narzuconą doktryną: socrealizmem. Ukrycie budulca – gruzowego materiału pod warstwą nowego tynku sprawiło, że pierwotny układ zaciera się i mąci, a jednocześnie nie daje swobody do bardziej szerokiego i nieskrępowanego opracowania elewacji. (…) Wykonane nowe fasady wprowadziły więcej światła, ożywiły poszczególne bloki, charakterem swym odwracają się od modernizmu, ale nie mogą dać rozwiązania całkowicie harmonijnego.

Krajobraz zniszczeń, szczególna rzeźba terenu oraz materiał, z którego wzniesiono budynki: te integralne elementy projektu miały mówić o zagładzie, miały być "przestrzennym dokumentem", co stało u podstaw koncepcji dzielnicy. Jednakże eksperyment ten nie powiódł się, utopijna wizja zderzyła się z rzeczywistym życiem. Smutne doświadczenia pierwszego okresu wykazały, że gruz nie nadaje się jako "podbudowa", że nasiąka wilgocią, że jest dobrym przewodnikiem nie tyle ciepła, ile zimna i stanowi element wątpliwej jakości z punktu widzenia statyczności budynków. I na to nie pomogą malownicze schodki i prześwity – "Stolica" nr 7/1953.

Czynszówka – sockamienica – apartamentowiec

Sockamienica, czyli śródmiejski dom mieszkalno-handlowy, będący połączeniem niektórych cech typowej kamienicy z końca XIX wieku z założeniami socrealizmu. Jarosław Zieliński, varsavianista, w swojej książce "Realizm socjalistyczny w Warszawie", sockamienicami określa obiekty wiernie naśladujące moskiewskie kreacje szkoły Iwana Żółtowskiego, "renesansowe", z zaokrąglonymi narożnikami, kamiennym, rustykowanym parterem przeprutym arkadowymi otworami podcieni z lokalami handlowo-usługowymi.

Zakorzenione w wizji miasta dziewiętnastowiecznego były przyuliczna lokalizacja współtworząca pierzeję zabudowy, handlowo-usługowy reprezentacyjny parter i kondygnacje mieszkalne powyżej. Bogactwo zdobień architektonicznych to nieodłączna cecha elewacji sockamienicy: symetria bryły podkreślana ryzalitami, podcienia arkadowe w najbardziej eksponowanych założeniach, zwieńczenia gzymsem z pasem attykowym, portale bramne i witryny o znacznej wysokości.

Ten typ monumentalnej zabudowy stworzył oprawę dzisiejszej ulicy Generała Andersa, dawnej Nowotki. Eklektyczny wyraz kamienic jest tu bardzo czytelny: arkadowe bramy, kolumnadowe podcienia, rozmaite oprawy okienne. Elementy te w dużym stopniu odwołują się do architektury corazziańskiej i późnego klasycyzmu. Tak jest między innymi w przypadku szczególnej formy, jaką jest dziedziniec – rotunda, otwierająca się na teren parkowy (dzisiejszy skwer Więźniów Politycznych Stalinizmu).

Lachert, tworząc zabudowę Muranowa Południowego, zaprojektował trzy typy budynków mieszkalnych: galeriowiec z dostępem do mieszkań z długiej galerii biegnącej wzdłuż budynku, punktowiec – o zwartym planie i komunikacji opartej na jednym trzonie – oraz klatkowiec, najbardziej rozpowszechniony w osiedlach warszawskich typ budynku z kilkoma wejściami i kolejnymi klatkami schodowymi.

Od lat 60. Muranów rozbudowuje się. Powstały prefabrykowane osiedla z wielkiej płyty, w konstrukcji ramy H, zróżnicowane w wysokości – niektóre enklawy niskich bloków nawiązują do kwartałów zabudowy Muranowa Południowego, inne to anonimowe wysokie bloki ze zbyt małą przestrzenią wokół.

W latach 90. na Muranowie powstawały pierwsze mieszkania na potrzeby uwolnionego rynku mieszkaniowego. Zabudowa plombowa wkradła się w zaplanowany układ muranowskich kwartałów. Dziś deweloperzy reklamujący Muranów jako doskonałe miejsce do życia, unikają jak ognia określeń typu "blok" czy "mieszkanie". Chociaż w apartamentowcach nie brakuje też kawalerek i ciasnych kilkupokojowych M – ale ograniczenia powierzchni to już kwestia nie normatywów, a możliwości kupujących.

Miasto ogród

Wielowątkowy układ przestrzenny tego pierwszego wielkomiejskiego osiedla socjalistycznego w Warszawie prof. Marta Leśniakowska przyporządkowała do modelu neoromantycznego miasta ogrodu.

Pojęcie miasta ogrodu jest koncepcją planistyczną z początku XX wieku, która stanowiła próbę odpowiedzi na potrzebę poprawy warunków życia i mieszkania w mieście. Autor koncepcji Ebenezer Howard zawarł swoje idee w książce pod znamiennym tytułem: "Jutro: pokojowa ścieżka do rzeczywistej reformy". Rozważając kwestie społeczne, ekonomiczne i przestrzenne, Howard zaproponował wizję koncentrującą się na połączeniu atutów i bogactwa życia w mieście – kultury, różnorodności, z dobrodziejstwami wsi, płynącymi z kontaktu z wszechobecną naturą. Howard określił optymalną liczbę mieszkańców miasta – jednostki na 32 tysiące ludzi. Samowystarczalny zespół przestrzennie podzielony był na funkcjonalne strefy (mieszkaniowe, rekreacyjne, usługowe, produkcyjne...), zorganizowane wokół centralnie położonego parku z programem użyteczności publicznej. Strefę zewnętrzną stanowiły tereny uprawne, stanowiące zaplecze żywieniowe danej jednostki.

Porównanie zdjęć lotniczych przedwojennego Muranowa ze stanem obecnym pokazuje ogromne zmiany w strukturze budynków, ale też w ilości i jakości miejskiej zieleni, której dawniej nie było niemal wcale.

Kostium

W czerwcu 1949 roku na krajowej partyjnej naradzie architektów przyjęto nowy porządek twórczy zakładający konieczność odzwierciedlenia ideowego bogactwa epoki budowy socjalizmu, a także utworzenie narodowych form bliskich i zrozumiałych dla ludu. Była to formuła, wedle której architektura miała być socjalistyczna w treści i narodowa w formie.

Jednym z proroków nowej doktryny był architekt Edmund Goldzamt, wykształcony w Moskwie. Ideą socrealizmu zaraził Józefa Sigalina, późniejszego naczelnego architekta Warszawy. To na podstawie referatu Goldzamta podczas obrad partyjnej narady architektów realizm socjalistyczny przyjęto jako "obowiązującą metodę twórczą" przy czerpaniu ze skarbca architektury radzieckiej i radzieckich twórców. Ostrej krytyce poddano modernistyczne wzorce, zarzucając formalizm, nihilizm i konstruktywizm w architekturze jako przejawy burżuazyjnego kosmopolityzmu. Za szerzącą pesymistyczną niewiarę w miasto uznano doktrynę Le Corbusiera oraz model urbanistyki anglosaskiej.

Dalej w rezolucji doprecyzowano: Architektura nasza musi stać się ideologiczną bronią Partii, czynnikiem wychowania socjalistycznego mas. Architektura powinna odrodzić się jako wielka społeczna Sztuka. W tym ujęciu w odniesieniu do Warszawy zasadą stała się nie tyle odbudowa, co "kardynalna przebudowa struktury miasta".

Idea ta, przeszczepiona razem z wizją nowego porządku społecznego, z nienasyconym głodem eklektyzmu wchłaniała lokalne cechy. Zaowocowała soceklektyzmem z dowolnie skompilowanym i w różnym stopniu przetworzonym detalem architektonicznym. Najczęściej powracano jednak do okresu Królestwa Kongresowego, m.in. Corazziego, szczególnie cenionego przez Bieruta, co wiązano z faktem, że właśnie w tym okresie państwo polskie było całkowicie podległe Rosji. Odnoszono się także do renesansowych palazzi, sięgano po barokową osiowość i syntezę sztuk, zaś socrealistyczna urbanistyka w zadziwiająco przewrotny sposób przedłużała istnienie miasta XIX-wiecznego.

Znaczenie socrealizmu w przestrzeni miasta spotęgował fakt, że jego najsilniejszy wpływ miał miejsce w wyjątkowym okresie odbudowy po wojennych zniszczeniach. To także przypadek Muranowa Południowego, gdzie głównym wyznacznikiem socrealizmu jest detal, aplikowany budynkom o modernistycznej strukturze i genezie. Otynkowano elewacje, wprowadzono boniowania parterów, umieszczono poprawne politycznie obeliskowe pinakle i dekoracje sgraffitowe – wszystko to miało zetrzeć niechciane piętno funkcjonalizmu.

Suchej nitki na przyobleczonym w socrealistyczny kostium Muranowie nie pozostawił Leopold Tyrmand, pisząc w swoim "Dzienniku 1954": powstały elewacje przypominające chorych umysłowo schizofreników, poprzebieranych za Napoleonów, Juliuszów Cezarów i Nabuchodonozorów, z poprzyklejanymi, jak w małomiasteczkowym teatrze, brodami, brwiami i wąsami.

Na nadchodzącej fali "odwilży" już od 1954 roku poddawano krytyce program i realizacje socrealistyczne, by ostatecznie odrzucić socrealistyczną metodę w marcu 1956 roku, podczas Ogólnopolskiej Narady Architektów.

Rzym

Osiedle Murano

Rzym na tyłach kina "Muranów" – tak można powiedzieć o układzie dziedzińca ukrytego za monumentalna bramą wbudowaną w arkadę ponad tarasem przy reprezentacyjnym wejściu na teren osiedla. Bramą, która osiowo skierowana jest w stronę ulicy Długiej, schodami na dół przechodzimy na przedni dziedziniec dawnego pałacyku Działyńskich. Z niego wyprowadzona jest w kierunku północnym oś, której ukształtowanie jest reminiscencją układu przestrzennego watykańskiego placu Św. Piotra. Rolę fasady Bazyliki pełni tu w lokalnej skali elewacja frontowa pałacyku, zamykająca założenie od południa. Odpowiednikiem kolumnad Berniniego w trapezowej części rzutu placu są dwa bloki, ujmujące wydłużony pałacowy dziedziniec. Kolejnym "watykańskim cytatem" jest plac w kształcie poprzecznej elipsy z promienistym wzorem posadzki, zamknięty od północy budynkiem (autorstwa Janusza Stępkowskiego), którego elewacja frontowa powtarza wklęsły łuk elipsy.

A przed kinem – oczywiście fontanna...

I jeszcze jedno odniesienie: Rzym – wiecznym miastem na wzgórzach, Muranów – odrodzoną dzielnicą o skomplikowanej topografii gruzowiska, skrywającego nieistniejące miasto.

Ulice, których nie ma

"Z gruzu i na gruzach" – taki miał być Muranów, gruz stanowić miał fundament nowej dzielnicy i podstawowy budulec jej obiektów. Jego rolą – w sensie niemal metafizycznym – miało być zaświadczanie o autentyzmie przestrzeni i wydarzeniach, jakie się tu rozegrały. Z dzisiejszego punktu widzenia ten wymiar symboliki jest trudny do odczytania. Analizując siatkę ulic współczesnego Muranowa, musimy mieć świadomość, że w powojennym dyskursie dominowała perspektywa przebudowy, a nie odbudowy Warszawy. Szymon Syrkus w 1947 roku napisał: Warszawa (…) ma ambicje odzwierciedlania potrzeb i możliwości Polski Ludowej poprzez nową urbanistykę i architekturę. (…) Warszawa ta wyrośnie na gruzach czynszowych domów koszarowych i na nowych zespolonych z miastem terenach regionu i będzie zdecydowanym wyrazem porewolucyjnej epoki. (…) Robotnicy mówią: nie chcemy miast starych, chcemy miasta nowego – chcemy nowej Warszawy!. Swoista amputacja pamięci o getcie i związanego z nim kontekstu historycznego dokonała się jeszcze na początku lat 50., gdy uderzono w istotę urbanistyki Muranowa, czyli budowanie na gruzowym tarasie. Następnie otynkowanie elewacji i wprowadzenie "neoklasycznego" decorum jeszcze bardziej zatarło sens pierwotnego założenia. Punkt ciężkości symboliki przeniósł się na ideę budowy nowego porządku na gruzach starego. Krajobraz tej dzielnicy zmieniły zwłaszcza poprowadzone arterie komunikacyjne, jak trasa N–S, czyli dzisiejsza Jana Pawła II, oraz Andersa, dawna Nowotki, a niegdyś jeszcze zwana Nowomarszałkowską. Dzisiejsza aleja Solidarności to przebudowana i poszerzona dawna ulica Leszno. Częściowo w śladzie dawnej ulicy poprowadzono dzisiejszą Generała Andersa. Pojawiły się także zupełnie nowe nazwy, choć znaczeniowo związane z Muranowem: Esperanto i Bellottiego. Współczesna siatka ulic istotnie odbiega od tej przedwojennej. Nie istnieją ulice: Sochaczewska, Gliniana, Libelta, Ostrowska, Szczęśliwa, Kupiecka, Pokorna, Przebieg, Lubeckiego, Solna, Więzienna, na żadnej mapie nie znajdziemy już Placu Muranowskiego. Istnieje jedynie fragment dawnej ulicy Nalewki, jednak odcinek ten otrzymał nową nazwę: Bohaterów Getta. Nie ma już ulicy Gęsiej, która biegła na terenie współczesnego Muranowa między Nalewkami a Okopową, dzisiaj jej śladem w dużym stopniu podąża ulica Anielewicza. Dawna Wołyńska to dzisiejsza Lewartowskiego. Niegdyś Ceglana – dziś Pereca. Wiele ulic, choć zachowało swoje nazwy, częściowo zmieniło przebieg. Tak stało się z Zamenhofa, Muranowską, Świętojerską. Nie dziwią zatem słowa poety Abrahama Sutzkevera: Miasto jest bez adresów, kto je z murów wytarł? Nie ma ani jednego, nie ma kogo zapytać. (…) Strapieni listonosze błądzą po kamienicach Nikt sobie nie przypomina, gdzie była ta ulica.

Detale

Spacerując po Muranowie, patrzymy na fasady, mijamy bramy, kolumnady, podcienia, patrzymy na okna o nietypowym kształcie. Jeśli tu mieszkamy traktujemy je już jako oczywistość, wpadając na chwilę w pośpiechu nie dostrzegamy szczegółów. Dopiero kiedy tych eleganckich drobiazgów zabraknie, przypominamy sobie z trudem, że było tu coś tak pozornie mało istotnego a jednak ważnego. Wiele przykładów remontów elewacji pokazuje niestety, że muranowskie detale nie są traktowane jako wartość. Przyjrzyjmy się budynkom ze słownikiem architektury w ręku i zobaczmy to, co często bezpowrotnie ginie pod warstwami styropianu.

Boniowanie – sposób obróbki kamieni naturalnych, polegający na wyprofilowaniu spoin podkreślających układ kamieni. We współczesnej, ekonomicznej wersji boniowanie wykonane jest z tynku, lub tylko narysowane.

Brama – otwór stanowiący główne wejście lub wjazd na teren o ograniczonym dostępie, najczęściej zamykany, umieszczony jest w określonym budynku, ogrodzeniu lub murze, ujęty w obudowę konstrukcyjno-architektoniczną.

Gzyms – poziomy element architektoniczny, wysunięty przed lico muru dla zaakcentowania horyzontalnych podziałów budowli i osłony przed deszczem.

Okna typu H – charakterystyczny podział trójczęściowego okna, oryginalny projekt Lacherta, odbiegający od narzuconych w okresie budowy Muranowa normatywów narzucających okna dwuskrzydłowe typu C-2.

Ryzalit – część budynku wysunięta przed lico budynku na całej wysokości, łącznie z dachem; zależnie od usytuowania względem osi środkowej ryzalit może być środkowy, boczny albo narożny.

Sgraffito – technika malarska polegająca na nakładaniu kolorowych tynków lub glin i na częściowym zeskrobywaniu ich warstw górnych, przez co odsłania się miejscami kolor warstw głębszych i zależnie od ilości nałożonych tynków powstaje dwu- lub wielobarwny ornament.

Stiuk – masa wapienno-gipsowa lub mieszanina wapna i alabastru albo pyłu marmurowego, przeznaczona do kształtowania dekoracji wnętrza, zdobiącej zazwyczaj sufit lub ściany, w formie geometrycznych wzorów, elementów roślinnych, kwiatów, owoców, postaci itp.

Tralka – okrągła lub wieloboczna kolumienka kamienna lub drewniana, przeważnie mocno wybrzuszona i profilowana, dźwigająca poręcz.

Tympanon – wewnętrzne pole trójkątne frontonu, gładkie lub wypełnione rzeźbą.

Tynkowanie – warstwa tynku na stropie lub ścianie, która poza funkcją ochronną pełni funkcję dekoracyjną ze względu na możliwość dobrania jego koloru i faktury.

Muranowskie M

Muranowskie klatkowce, galeriowce, punktowce miały być spełnieniem marzeń o własnym M w zniszczonej przez wojnę stolicy. Szybko okazało się, że propaganda nie mogła zastąpić solidnej murarskiej roboty i mieszkańcy nie kryli rozczarowania nowo odbieranymi mieszkaniami.

Na muranowskich osadników, jak pisze Beata Chomątowska, czekały pokoje wąskie jak wnętrze tramwaju, wyzwalające inwencję nawet u najmniej biegłych w sztuce urządzania wnętrz. Kombinowali, jakby tu wypełnić je choćby skromnym zbiorem mebli tak, aby zostało miejsce na nich samych i rodzinę. Czekały niedomykające się okna i drzwi, szerokie szpary w podłogach, zacieki na nowych tynkach wewnątrz dusznych klatek schodowych, w których lokatorzy sami przebijali nad drzwiami kratki wentylacyjne.

Doskwierały też niewielki metraż (od 13 do 40 m2) i racjonalizatorskie rozwiązania, które jak w przypadku galeriowca, gdzie żeby dojść do własnego mieszkania, mijało się okna kuchni sąsiadów, wydawały się niedostosowane do klimatu. Jednak nawet przy tym standardzie dochodziło do zabawnych sytuacji, gdy w wannie trzymano króliki, kury, czy węgiel. Niewielkie mieszkania oraz brak obiecanych centralnych pralni i suszarni sprawiały, że życie mieszkańców przenosiło się na zewnątrz, o czym świadczy chociażby rozwieszone na podwórkach pranie.

Dziś ten nie wysoki standard i niskie metraże cieszą się wielkim zainteresowaniem nowych mieszkańców Muranowa, bo można tu znaleźć małe mieszkanie w przystępnej cenie. Nowe osiedla sprawiają zaś, że oferta mieszkań na Muranowie jest coraz bardziej różnorodna i przyciąga coraz zamożniejszych i wymagających klientów. Muranów z sennej tonącej w zieleni dzielnicy zmienia się w aktywną społecznie i kulturalnie część Śródmieścia.

Okrąglak

Ławeczka

Jest rok 1955. Wsiadamy, aby nie tracić czasu, do Metro. Schody wynoszą nas do pięknego holu, mieszczącego się w budynku opodal pałacu Mostowskich. Jest słoneczne południe. Setki mieszkańców Muranowa idą piękną aleją spacerową, biegnącą od ulicy Dzielnej, Świętojerskiej w kierunku Skarpy Wiślanej. U wylotu ul. Dzielnej okrągłe rondo-zieleniec, otoczone przez budynek, w którego skrzydle mieści się stacja metra oraz liczne sklepy. Przez to właśnie rondo przechodzi deptak. Trzykondygnacjowe skrzydła budynku mieszczą urządzenia społeczne dla mieszkańców dzielnicy. Przed budynkiem wielki plac zieleni, łączący się z zielenią ogrodu Krasińskich. Tak widział, z dwuletnim wyprzedzeniem, klasycyzujący w formie blok przy al. Andersa 13 autor tekstu w "Trybunie Ludu". Budynek kojarzony jest dziś przez większość mieszkańców Muranowa ze względu na oryginalny wygląd i rozmiar, a przede wszystkim na swoje trzy podwórka: pierwsze, z powodu kształtu określane mianem okrąglaka, drugie, po jego lewej stronie – z powodu najbliższego sąsiedztwa Pałacu Mostowskich – mianem milicyjniaka oraz ostatnie, bezimienne.

Ten "pałac dla ludu", złożony z ronda i sześciu skrzydeł, tworzących zamknięte czworoboki po obu jego stronach, zaczęto stawiać w 1951 r. jako pierwszy z założonej zabudowy al Nowotki. Był też jednym z największych mieszkalnych gmachów stolicy z kubaturą ok. 135 tys. m sześciennych i 900 mieszkań.

W zamyśle pałac miał łączyć dawny układ ulic z nowym: zbyt ukośne ustawienie budynku w stronę ulicy planowano zmodyfikować, nadając głównej bramie kształt rotundy, przez co zmiana kierunku byłaby praktycznie niedostrzegalna. Jest niższy od pozostałych bloków przy al. Andersa, bo projektanci chcieli, żeby jego architektura była dostosowana do sąsiednich zabytków: Arsenału i Pałacu Mostowskich.

Ogromny plac w kształcie ronda przed pałacem także zaprojektowano nieprzypadkowo: to pod nim miała się pierwotnie znajdować stacja metra Muranów, obsługująca osiedle i sąsiadujące z nim dzielnice. Chodziło o to, by dziesiątki ludzi, dojeżdżających codziennie do pracy, mogły swobodnie wsiadać i wysiadać z metra.

Pasteloza

Podobno najgroźniejsze trucizny powstają w trakcie opracowywania leków. Tak było i tym razem. Próbowano wynaleźć lekarstwo na szarość. Pomyślano, że jak się ją zamaluje, to będzie lepiej. Tak rozwinęła się pasteloza – Filip Springer.

Ściany zewnętrzne w budownictwie mieszkaniowym muszą spełniać odpowiednie wymogi normowe, wyrażone wartością współczynnika przenikania ciepła U ≤ 0,30 W/(m2K). To stwierdzenie ma ogromne konsekwencje dla estetyki polskich osiedli mieszkaniowych. Od kilkunastu lat trwa gorączkowa akcja docieplania budynków, którą wspierają programy dotacyjne i kredytowe. Motywacje są tu pozytywne: ochrona środowiska, oszczędności ekonomiczne, a przy okazji szansa na remont elewacji.

Muranów Południowy, Muranów Północny, zespół ulicy Gen. Andersa objęte są ochroną jako układ urbanistyczny i zespoły budynków. Niestety znajdują się jedynie w ewidencji, a nie rejestrze zabytków, więc wynikająca z tego wpisu ochrona prawna jest bardzo ograniczona, a przy ocenie projektów decyzje estetyczne zapadają na poziomie wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni. Choć przy zgłoszeniu lub wystąpieniu o pozwolenie na budowę (dotyczy budynków powyżej 12 m wysokości) podlegają ocenie urzędnika, wybory mieszkańców rzadko są kwestionowane. Spacerując po Muranowie, zauważyć można, że wiele budynków zostało ocieplonych w sposób, który niszczy charakterystyczne cechy zespołu zabudowy, jakimi są: styl, kompozycja kolorystyczna, kształtowanie elewacji poprzez detale architektoniczne. Bohdan Lachert podczas projektowania Muranowa wiele uwagi poświęcił myśleniu o kolorystyce elewacji i świadomie pozbawił je tynków. Socrealistyczny kostium, który później przybrały budynki, choć sprzeczny z pierwotnymi, wychodzącymi z modernizmu założeniami, także spajał całość założenia. Dziś Muranów jak większość warszawskich osiedli choruje na pastelozę, która bezpowrotnie zniszczyła wiele z elementów świadczących o unikalności osiedla. Warto jednak pamiętać, że są też pozytywne przykłady, pokazujące, że remonty można przeprowadzać w sposób zachowujący tożsamość architektoniczną obiektów, poprzez np. stosowanie rozwiązań remontu fasad z zachowaniem oryginalnej kolorystyki lub zewnętrzną termoizolację z odtworzeniem charakterystycznych detali w nowym materiale.

Muranów społeczny

Korzenie

Budowany przez ludzi i dla ludzi Muranów zaplanowany został jako przyjazne społecznie osiedle. Kwartały zabudowy, infrastruktura – przedszkola, żłobki, szkoły gęsto rozmieszczone wśród budynków mieszkalnych pozwalały na zacieśnianie więzi sąsiedzkich. We wspomnieniach mieszkańców Muranów porównywany jest do małego miasteczka, gdzie ludzie się znają, a dzieciaki razem dorastają. Dziś "jednostki sąsiedzkie" nie funkcjonują już tak wyraźnie, ale mieszkańcy bardzo doceniają to, że mają blisko przedszkole, żłobek, szkołę, przychodnię, sklep, pralnię. Przybysze spoza Muranowa, przekraczając bramy, wchodząc schodkami do wnętrz kwartałów, gdzie wisi pranie, mają poczucie przekraczania granicy, czują, że ta przestrzeń należy do mieszkańców.

Na Muranowie działa Rada Osiedla reprezentująca jego mieszkańców, ale także coraz liczniejsze organizacje i stowarzyszenia. Niektóre z nich założyli zaangażowani mieszkańcy, inne trafiły tu trochę przypadkiem, ale pozostały, coraz silniej angażując się w lokalne sprawy. Aktywność lokalna na Muranowie wiąże się też z dużym zainteresowaniem osiedlem ludzi młodych, których sprowadzają tu bliskość centrum, spokój, ale i nie wygórowane jak na Śródmieście ceny mieszkań. Ucząc się Muranowa, próbując rozumieć jego tożsamość, trafiają na podobnych sobie ludzi. Aktywiści wychodzą w przestrzeń Muranowa, odkrywając ją dla siebie i mieszkańców, tak jak "Stacja Muranów" poprzez akcję tworzenia Murali, nadanie przestrzeni tożsamości, zwrócenie uwagi na ważne osoby związane z przeszłością dzielnicy. Akcje artystyczne przenikają również do wnętrz budynków tak jak w przypadku instalacji Jerzego Goliszewskiego "Róża Wiatrów", która powstała w kamienicy przy al. Solidarności 82 A. U podnóża dużej, kręconej klatki schodowej została zamontowana róża kierunków, która w zależności od pory dnia rozświetlała przestrzeń.

Na życie społeczne Muranowa wpływ mają ważne miejsca o charakterze ponadlokalnym. Kino Muranów od lat ściąga widzów z całej Warszawy, a kinowy placyk z fontanną wciąż służy dyskusjom kinomanów. Państwomiasto, od niedawna mieszczące się w lokalu na parterze kamienicy przy Andersa, wpisało się już trwale na mapę warszawskich miejsc, gdzie prowadzone są debaty na temat miasta i mieszkańców.

Aktywność społeczną demonstruje się na Muranowie także w proteście. Remont Ogrodu Krasińskich zmobilizował wielu mieszkańców do aktywnego wyrażenia sprzeciwu przeciw działaniom władz, które przy inwestycji związanej z bardzo dużymi zmianami i ingerencją w naturę nie wystarczająco zadbały o komunikację ze społecznością lokalną.

Muranowskie wieże

Punktami orientacyjnymi Muranowa są jego wieże – od kościołów po nowoczesne drapacze chmur.

Najstarszą zachowaną dominantą Muranowa jest ponadsiedemdziesięciometrowa wieża kościoła św Augustyna, która długo po wojnie była jednym z najwyższych obiektów w Warszawie. Świątynia powstała w ostatniej dekadzie XIX wieku i przetrwała wojnę dzięki temu, że Niemcy magazynowali w jej wnętrzu meble wyniesione z żydowskich mieszkań. Po Powstaniu Warszawskim podpalili dach świątyni, jednak mury przetrwały pożar. Podobno w 1959 roku miał miejsce "cud na Nowolipkach". Przechodnie zauważyli rozświetloną sylwetkę na szczycie wieży i uznali, że to postać Matki Boskiej. W następnych dniach tłumy zbierały się pod kościołem. Cud wyjaśniano jako zwykłe odbicia świetlne od pozłacanej kuli na szczycie wieży i blachy miedzianej pokrywającej dach. Trzeba było wielu prób przemalowywania zarówno kuli, jak i dachu, by przestało się pojawiać dziwne światło nad wieżą.

Bramę Muranowa tworzą jedenastopiętrowe wieże mieszkalne, znajdujące się u zbiegu Jana Pawła II i alei Solidarności. Zaprojektowane przez Bohdana Lacherta jako dużo wyższe obiekty, już w trakcie budowy rozrosły się bardziej wszerz zamiast piąć się w górę.

Na północnym krańcu dzielnicy góruje Intraco – obok hotelu Forum najwcześniejszy warszawski drapacz chmur. Wysoki na 138 metrów, został zbudowany przez szwedzką firmę w pierwszej połowie lat 70. z myślą o zagranicznych przedstawicielstwach techniczno-handlowych. W południowo-wschodnim rogu Muranowa, przy pl. Bankowym pnie się w górę Błękitny Wieżowiec. Budynek o wysokości 120 metrów powstawał aż przez 25 lat. Niektórzy twierdzą, że to przez klątwę, która ciąży na tym miejscu. Wcześniej znajdowała się tam Wielka Synagoga wysadzona w 1943 roku. W pogodne dni budynek odbija błękitne niebo – stąd też pochodzi nazwa obiektu.

Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash

MarlenaHappach

MonikaKomorowska

MagdalenaWrzesień

LudwikaIgnatowicz

MagdaMosiewicz

MarekHappach

PawełKłudkiewicz

AdamPańczuk